Ciemnosc.

Otwierasz ze zdziwienia usta, i podnosisz do twarzy kulak 
swojej wielkiej jak bochen chleba
piesci, by przetrzec oczy. Nienajlepszy pomysl.

"Kheeeeeergh. Bleeeurgh. Hrrreeeurk." Wykrztuszasz z odraza
pyl, ktory niesiony podmuchem wiatru, osiadl ci na jezyku, 
i prawie przegapiasz moment, w ktorym odzyskujesz wzrok.
Przed toba rozciaga sie skalisty wawoz, skladajacy sie z 
czerwonych skal, rudego pylu, i szarego zwiru, ktory
znajomo chrzesci ci pod nogami.

"Bleee.. Moja byc to znowu? Po kie cholere? Moja niecierpiec
tego miejsca." Dudnisz sam do siebie.

"Humpf." I z tym filozoficznym stwierdzeniem, wiedziony
typowo ogrowa madroscia, ruszasz przed siebie.

Zwir pod twoimi stopami przechodzi powoli w sciezke, ktora
omijajac co wieksze bryly skalne, pnie sie w gore sciana
wawozu.

Nagle wiatr ciska ci w twarz jeszcze jedna garsc czerwonego
pylu. "Grrrrr..." komentujesz.

Za kolejnym zalomem dostrzegasz znajomy, plaski glaz... Na
nim, tylem do ciebie, siedzi znajoma sylwetka o nietoperzych
skrzydlach.

Usmiechasz sie ogrowo, to jest pelna geba.

"POKURCZ!!!" Twoj tubalny glos sprawia, ze luzny
zwir osypuje sie sciana wawozu. Z satysfakcja patrzysz, jak
zesztywnialy ze strachu imp spada z glazu.
"Kto?! Gdzie? Ale jak??! Znowu ty?" Z ust impa wylewa sie
prawdziwy potok slow gdy gramoli sie on z powrotem na glaz.

Przyspieszajac kroku, raznie udajesz sie w jego strone.
"A wiec wreszcie doceniles moja hojna oferte! Dobrze...
Bardzo dobrze. Zbuduje swoja armie!! Podbije smiertelny swiat!
Jesli zrozumial to nawet taki glab jak ty... Bede wielki!
Bogaty! Powazany!!!"
"Heummm Haummm" Nie za bardzo wiesz, o co mu chodzi, ale jest
to w koncu znajoma, choc paskudna twarz, wiec w ramach 
poglebienia przyjazni, klepiesz go po bratersku w plecy,
sprawiajac, ze z donosnym hukiem imp ponownie spada z glazu.

Wybaluszajac oczy, demonek bezskutecznie stara sie cos z siebie
wydusic.

"Jak... Jak smiesz! Jestes moim sluga!! Jak smiales podniesc reke na
Wielkiego Wladce!!! Blagaj o wybaczenie! Blagaj o zycie, ty
kapusciany lbie!!"

"Moja teraz isc do doma." I z tymi slowami odwracasz sie od
zapluwajacego sie ze wscieklosci impa, ruszajac dalej.

"Stoj! Zaczekaj! Nie wolno ci!" Imp biegnie za toba,
kopiac cie po kostkach. Zaczynasz sie wkurzac.

"Te, ropuch. Ty wziac morda w beczke. To jest nogi w kubel. Twoja
se odchmentowac od moja!!!"

Imp zaczyna ciezko dyszec. "Zrobie ci sraczke z kosci... Przetopie
cie na pokarm dla psow!" Jego oczy zaczynaja zachodzic mgla; slyszysz,
jak pod nosem mamroce pajeczo cienkie slowa, a jego cialo zaczyna
poruszac sie w rytm bezglosnej muzyki.

"Humpf" Stwierdzasz z dezaprobata, rozgladajac sie wokolo.
Usmiechasz sie radosnie, gdy twoj wzrok pada na to, czego
szukales.Imp, konczac swoje mamrotanie, otwiera nagle oczy i
celuje w ciebie palcem dookola ktorego tanczy maly fioletowy
plomyk.

Czujesz mrowienie w duzym palcu u prawej nogi.

Kiwasz glowa z uznaniem. "Niezle... Niezle... Twoja robic
gitowy plomyk. Teraz moja." I z tymi slowy unosisz oburacz glaz
nad glowe i z calych sil opuszczasz go na oslupialego impa.

                       PLASK!!!

"No. Twoja sie tak wiecej nie wkurzac. Moja isc do doma...
Ale pewnie tu jeszcze wrocic, to nasze pogadac. Pa Pa."
Raznym krokiem udajesz sie do znanej juz tobie rozpadliny,
i glowa naprzod
skaczesz w jej glab. Przysiaglbys, ze za toba, na skraju
wawozu rozlega sie przeciagly jek...
