Z otchlani niezwyklego, glebokiego snu budza cie powoli
twoje zmysly, przekazujac ci doznania ktorych nie jestes w stanie
zrozumiec. Jakby wydobywajac sie z czarnej przepasci,
powoli dochodzisz do siebie. Otwierasz oczy... Nad toba rozciaga
sie jasne, lazurowe niebo. Uspokajasz sie na chwile.

11

Nagle dociera do ciebie, co wyrwalo cie z letargu.
Co wypelnia ci nozdrza, drazniac zmysly. Won zakrzeplej
krwi. Won starych ran. Won smierci.

7

Z okrzykiem przerazenia zrywasz sie, ogladajac
sie dookola siebie.

5

Otacza cie pole bitwy, jakiego w swoim zyciu
nie widzial[e/a]s. Stratowana ziemia pod twoimi nogami jest
czarna od krwi. Wokol ciebie w blocie leza martwi, wsrod
polamanych pancerzy, strzaskanych ostrzy, i porzuconych
lanc. Podnosisz wzrok, i widzisz rozciagajace sie po
horyzont pole masakry. Chmury much gromadza sie wokol
ran i oczu lezacych...

15

Zbiera ci sie na mdlosci.

4

Zapach smierci nasila sie. Machasz reke, przeganiajac
glosne, naparczywe muchy.

5

'Gdzie ja jestem...?' - szepczesz, bojac sie naruszyc calun
smierci otaczajacy cie.

5

Odpowiada ci natarczywe brzeczenie much.

4

Rozgladajac sie, powoli ruszasz przed siebie,
omijajac zabitych, odwracajac wzrok od okropnosci
otaczajacych cie z kazdej strony...

7

'Pomoz...' - cichy szept rozlega sie, przysiagl[/a]bys, znikad.
Odwracasz sie, zmuszajac wzrok do odnalezienia...

6

... kobiety, opartej o scierwo zwierzecia, ktore mogloby
byc koniem, gdyby nie pokryta zielonymi luskami skora...
Przelykasz sline, podchodzac blizej i przygladajac sie
rannej. Spod burzy jasnych, platynowych wrecz wlosow
splamionych i skoltunionych zakrzepla krwia wpatruja
sie w ciebie szmaragdowe oczy, pelne bolu i na nowo
rozbudzonej nadzieji...

16

'Pomoz... mi.' - znowu ten szept, pelen rozpaczy i blagania.
Podchodzisz blizej, i w tej samej chwili zauwazasz czarna
plame zakrzeplej krwi na boku kobiety... spod rozdartej
szaty wystaje zlamany drzewiec wloczni. Jej drugi koniec,
z grotem, opiera sie o ziemie, wystajac z plecow tuz
ponizej... dwoch dlugopiorych skrzydel, wyrastajacych
z plecow kobiety. Jedno z nich jest zlozone, drugie,
rozrzucone w bok, ukazuje wylamane piora i zakrwawiony puch.

17

Przygryzasz warge, niepewn[y/a] co powiedziec.

4

Jakby czytajac w twoich myslach, kobieta... nie,
aniol, dotyka koniuszkami palcow ulomka wloczni tkwiacego
w jej boku, i cicho jeczy. W jej oczach widzisz
rezygnacje...

8

Przyklekasz przy niej, pew[ien/na], ze cokolwiek zrobisz tylko
zwiekszy jej cierpienie.

4

Aniol unosi glowe, patrzac sie na ciebie jeszcze raz...
Po jej policzkach splywaja dwie krysztalowe lzy.

4

'Nie ma juz... nieba...' - szepce do ciebie,
'Nie ma... juz...' - drzenie przebiega przez zlozone
skrzydlo. Szmaragdowe oczy rozszerzaja sie, by
po chwili zgasnac na zawsze.

9

Nagle nachodzi cie niewytlumaczalna ochota, aby
wyc z zalu. Gniew zalewa cie niczym fala lawy niszczacej
wszystko na swojej drodze... Czujesz jak cos, niczym
reka ciemnosci, podnosi cie, i ciska w pustke.

12
